Obowiązek poproszenia kapłana ciąży na najbliższej rodzinie chorego.

W przypadku ciężkiej choroby lepiej poprosić kapłana wcześniej, bowiem jest to Sakrament umocnienia.

Sakrament ten może być przyjmowany wielokrotnie, a nie tylko w przypadkach krańcowych. Osobom ciężko chorym (nie tylko umierającym) udzielamy tego Sakramentu w ich domach. Sakramentu tego nie udziela się zmarłym!


W domu należy przygotować:

 Stół nakryty białym obrusem, a na nim:
   -  zapaloną gromnicę (świecę chrzcielną chorego)
   -  krzyż,
   -  wodę święconą i kropidło.

 

 

Moralne aspekty sakramentu namaszczenia chorych   

 

Sakrament namaszczenia chorych jest wielkim darem Bożym, niesie bowiem umocnienie i wsparcie człowiekowi dotkniętemu chorobą czy niemocą starości, ale stawia także określone wymagania moralne dotyczące sprawowania i przyjmowania tego sakramentu.

 

W niniejszej publikacji zostaną poruszone trzy fundamentalne zagadnienia:

 

1. Komu należy udzielić sakramentu namaszczenia chorych;

 

2. Udzielanie sakramentu namaszczenia chorych w wątpliwości;

 

3. Komu nie należy udzielać sakramentu namaszczenia chorych.   

 

 

1.     Komu należy udzielić sakramentu namaszczenia chorych 

 

Na wstępie trzeba powiedzieć, że sakrament chorych nie jest koniecznym środkiem do osiągnięcia zbawienia wiecznego. Nie zobowiązuje z taką mocą jak chrzest święty lub pokuta. Nie ma wystarczających racji teologicznych, by jego przyjęcie uznać ogólnie, przez każdą osobę rzeczywiście chorą, za obowiązek bardzo ważny. Jeśli ktoś odmawia przyjęcia tego sakramentu, to można mówić co najwyżej o pewnej formie grzechu zaniedbania. Jednak w  pewnych sytuacjach, gdy np. nie ma możliwości przyjęcia Wiatyku, bądź bardzo trudno jest choremu wzbudzić akt żalu doskonałego, czyli z miłości do Pana Boga, przyjęcie sakramentu namaszczenia staje się ważnym obowiązkiem chrześcijańskim. 

 

 Kodeks prawa kanonicznego podaje, że „namaszczenia chorych można udzielić wiernemu (a więc osobie ochrzczonej), który po osiągnięciu używania rozumu znajdzie się w niebezpieczeństwie śmierci na skutek choroby lub starości” .

 

 Niebezpieczeństwo śmierci istnieje wówczas, gdy choroba jest poważna, jakkolwiek nie bardzo ciężka i stwarza prawdopodobieństwo śmierci chorego. Jest to zatem wierny znajdujący się w stanie prawdziwej słabości fizycznej. Gdy mówi się o chorych, nie można wśród nich zapominać o tych, którzy mają się poddać niebezpiecznej operacji. Obrzędy sakramentu chorych wyjaśniają, że „przed operacją można udzielić namaszczenia chorych, jeśli przyczyną operacji jest niebezpieczna choroba” . Człowiek, który z powodu niebezpiecznej dolegliwości udaje się na operację, jest już chory przed zabiegiem. Niebezpieczna choroba, w związku z którą człowiek poddaje się operacji, brana łącznie z operacją, staje się jeszcze bardziej zagrażająca zdrowiu i życiu ludzkiemu. Pozornie niegroźny zabieg może mieć czasem bardzo skomplikowany i niebezpieczny przebieg, którego końcem będzie śmierć chorego (ale oczywiście nie może być to np. zabieg usunięcia zęba, operacja palca – bo został złamany z przemieszczeniem, dokonanie plastycznej korekty nosa, ale już np. przed operacją na wyrostek czy przepuklinę albo przed cesarskim cięciem (nie jest to już bowiem naturalny poród) namaszczenie jest dopuszczalne. Ze stanem choroby mogą się zmagać nie tylko osoby dorosłe, ale także i dzieci. Również im sakrament namaszczenia może pomóc w walce z niebezpieczną chorobą. Dlatego należy go udzielić, jeśli dziecko posiada odpowiednie rozeznanie umysłowe, które umożliwi mu owocne przyjęcie sakramentu chorych.  Ze stanem choroby zrównany jest również podeszły wiek. „Osobom w podeszłym wieku, których siły opuszczają, można udzielić namaszczenia chorych również wtedy, gdy nie zagraża im niebezpieczna choroba” .

 

Uznaje się, że sama starość niesie z sobą poważne niebezpieczeństwo śmierci.  Należy zachować roztropność przy masowym udzielaniu sakramentu namaszczenia w czasie misji czy rekolekcji wszystkim, którzy tylko pragną ten sakrament przyjąć. Należy raczej zachęcić do przyjęcia tych, którzy przeżywają trudności związane z ciężką chorobą i poważnymi dolegliwościami towarzyszącymi starości.   

 

 „Chorym, którzy stracili przytomność lub używanie rozumu, można udzielić sakramentu namaszczenia, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że jako wierzący prosiliby o to, gdyby byli przytomni” . A więc chorzy, którzy kiedyś byli zdrowi umysłowo, ale teraz zapadli na tym zdrowiu i nie używają władz umysłowych, a także zdrowi umysłowo, ale nieprzytomni – a więc i nie używający obecnie władz umysłowych – mogą otrzymać sakrament namaszczenia, jeśli przed utratą przytomności przynajmniej implicite prosili o ten sakrament, wyrażali pragnienie, wolę jego przyjęcia . Implicite prosi  o sakrament ten chory, który żył po chrześcijańsku, był osobą praktykującą. Można domniemywać, że wierni, którzy przynajmniej po części żyją po chrześcijańsku, chcą także umrzeć po chrześcijańsku. A jeśli chcą umrzeć po chrześcijańsku, to muszą też chcieć przyjęcia sakramentu namaszczenia. Wierny nieprzytomny nie ma aktualnej woli przyjęcia sakramentu namaszczenia, ale może mieć intencję wirtualną, habitualną. I taka intencja wystarcza, by ważnie przyjąć sakrament namaszczenia.   

 

 Jeśli jesteśmy świadkami wypadku na drodze i nie znamy danej osoby (nie wiemy, czy jest ochrzczona), należy udzielić sakramentu namaszczenia z taką intencją, jaką chce Kościół. Nie należy stosować żadnych warunków. Oczywiście gdyby ktoś z bliskiej rodziny uczestniczył w wypadku, albo był na miejscu zdarzenia i zaświadczył z pełnym przekonaniem, że ten człowiek należy np. do świadków Jehowy i na pewno nie życzyłby sobie sakramentu, to nie należy go udzielać. Można udzielić sakramentu namaszczenia ludziom przeżywającym mocne depresje, silne stany lękowe połączone z myślami samobójczymi, pokusami szatańskimi, przeżywającym stany duszy pełne rozpaczy, związane z określonymi zaburzeniami i chorobami psychicznymi. Z tych chorób właśnie płyną niekiedy stany lękowe i stany zwątpienia. Trzeba tu dodać, że są one często niezależne od woli człowieka, dlatego trudno też mówić wprost o jego winie moralnej.   Ludziom, którzy popełnili samobójstwo pod wpływem zaburzeń psychicznych, depresji, załamania, a którzy byli ludźmi praktykującymi, przystępującymi do sakramentów świętych, można udzielić sakramentu namaszczenia. Złożoność subiektywnych uwarunkowań aktu samobójczego sprawia, że nie jest łatwo ostatecznie osądzić odpowiedzialność moralną za ten czyn. Dlatego  też konieczna jest tutaj duża ostrożność w wypowiedziach na ten temat. W przypadku osoby nieznanej lub znanej tylko powierzchownie będzie zawsze godziwiej powstrzymać się od wyrokowania o odpowiedzialności. W przypadku braku istotnych informacji – a tak najczęściej bywa – najlepiej wnioskować pomniejszoną odpowiedzialność samobójcy. Stąd też Kościół nie wyrokuje wprost o ludziach, którzy odebrali sobie życie, tym bardziej, że Bóg tylko w sobie wiadomy sposób może dać im sposobność do zbawiennego żalu. Dlatego też Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie .   

 

 Jeśli chodzi o częstotliwość przyjmowania sakramentu chorych, to nie można podać konkretnej liczby. Namaszczenie może być udzielone wielokrotnie, wszystko zależy od stanu zdrowia, albo częstotliwości zachorowań danej osoby. Sakrament chorych można powtarzać, jeśli chory po przyjęciu namaszczenia wyzdrowiał, a później ponownie zachorował, albo w czasie trwania choroby nastąpiło pogorszenie stanu zdrowia. Możliwość powtarzania tego sakramentu wynika z faktu, że nie wyciska on na duszy niezatartego charakteru sakramentalnego. Decyzja o powtórnym udzieleniu namaszczenia należy w konkretnym przypadku do szafarza, który przy jej podejmowaniu powinien roztropnie ocenić stan zdrowia osoby chorej oraz uwzględnić jej kondycję psychiczną, duchową i dojrzale umotywowaną prośbę.

2.     Udzielanie sakramentu namaszczenia chorych w wątpliwości 

Kodeks prawa kanonicznego reguluje udzielenie namaszczenia w trzech sytuacjach szczególnych, kiedy istnieje wątpliwość dotycząca tego, czy chory osiągnął używanie rozumu, czy poważnie choruje, albo czy rzeczywiście umarł.

Kanon 1005 Kodeksu prawa kanonicznego mówi, że „w wątpliwości, czy chory osiągnął używanie rozumu, czy poważnie choruje, albo czy rzeczywiście umarł,  należy udzielić sakramentu”. Chodzi także o usunięcie ewentualnych wątpliwości szafarza, a także o wykluczeniu nadużyć duszpasterskich odnośnie do odmowy udzielenia namaszczenia w sytuacjach wątpliwych. 

 

 Pierwsza wątpliwość odnosi się do osiągnięcia używania rozumu zarówno przez dzieci, także dzieci opóźnione w rozwoju, jak też osoby dorosłe opóźnione w rozwoju.   

 

 Kodeks prawa kanonicznego mówi, że „dzieciom należy udzielić namaszczenia chorych, jeżeli osiągnęły taki poziom umysłowy, że ten sakrament może im przynieść pokrzepienie. W razie wątpliwości, czy osiągnęły używanie rozumu, należy udzielić sakramentu” . Jeśli chodzi o dzieci, to nie jest wymagane doskonałe używanie rozumu, wystarczy, że dziecko jest już zdolne do popełnienia grzechu. Trudno wskazać na określony rok życia, przeważnie będzie to około siódmego roku życia dziecka, a więc przed pierwszą komunią świętą.   

 

 Ocena używania rozumu winna być dokonana przez kapłana bez niepotrzebnych obaw i skrupułów, wystarczy tu roztropny osąd. Nawet jeśli dziecko nie jest w pełni świadome owoców sakramentu, to przecież przyjmuje ten sakrament w wierze Kościoła, jak wcześniej przyjęto chrzest. Nie trzeba się więc obawiać, że sakrament namaszczenia będzie udzielony zbyt wcześnie. Jeśli podstawowym efektem sakramentu namaszczenia chorych jest pomoc w walce z chorobą, nie można pozbawiać dzieci takiego wsparcia. A więc w razie wątpliwości, czy człowiek osiągnął używanie rozumu – może to dotyczyć dziecka opóźnionego w rozwoju, a także młodszego niż siedem lat oraz osoby upośledzonej umysłowo – należy udzielić tego sakramentu. Natomiast nie ma wątpliwości co do tego, iż niemowlę, a także niektóre osoby głęboko upośledzone umysłowo (od urodzenia i trwale) nie osiągnęły nawet minimalnego poziomu używania rozumu, a więc są w prawie zrównane z dziećmi, które nie uzyskały stanu używania rozumu. W takich przypadkach prawo nie przewiduje udzielania sakramentu chorych. 

 

 Druga wątpliwość dotyczy tego, na ile dana choroba jest niebezpieczna dla zdrowia chorego. Należy zatem określić wymagany stopień tej słabości. Odnośnie do oceny, czy choroba jest dostatecznie poważna, wystarczy roztropne prawdopodobieństwo. Należy wystrzegać się zbędnych niepokojów, a w razie potrzeby można skorzystać z rady lekarza, który opiekuje się chorym, zasięgnąć opinii najbliższej rodziny, czy choroba jest odpowiednio poważna. Zgodnie z najnowszymi orzeczeniami Kościoła każda poważna choroba zagrażająca życiu człowieka jest powodem, dla którego nie tylko można,  ale trzeba udzielić sakramentu namaszczenia chorych. Człowiek zdolny do przyjęcia tego sakramentu nie musi być obłożnie chory. Może chodzić  i pracować. Przykładem może być tutaj schorzenie układu krążenia, stanowiące w każdej chwili zagrożenie dla zdrowia człowieka, a przecież wielu ludzi żyje i pracuje z tym właśnie schorzeniem. 

 

Kodeks prawa kanonicznego jako główną wątpliwość podaje tę, która dotyczy ewentualnej śmierci człowieka. Nowy rytuał z 1993 roku zaleca  w przypadku wątpliwości co do ewentualnej śmierci udzielenie namaszczenia   w a r u n k o w o . A więc namaszcza się olejem czoło i ręce i wypowiada się zwyczajną formułę sakramentu: „Przez to święte namaszczenie…”. W rytuale z 1978 roku przed formułą dodawano warunek: „jeśli żyjesz”. Nie ma tego zwrotu w nowych obrzędach sakramentu chorych (wyd. Katowice 1993), ale nie będzie niestosownością, gdy go dodamy. Z kolei kanon 1005 Kodeksu prawa kanonicznego nie wymaga postawienia warunku, gdy udziela się sakramentu namaszczenia człowiekowi, o którym nie wiadomo, czy żyje. Ale też kanon nie zakazuje takiego warunku postawić. Dlatego nie można mówić o niezgodności przepisu kanonicznego z liturgicznym. 

 

Sprawą niezwykle problematyczną jest stwierdzenie z całkowitą pewnością, czy dana osoba jest jeszcze żywa i może zostać namaszczona, czy też jest już martwa, a wobec tego udzielenie tego sakramentu mija się z celem. Musimy jednak pamiętać, że normalnie śmierć jest w większości przypadków procesem rozciągniętym w czasie (od kilku minut do kilku godzin) i zależny od wielu okoliczności. Upadła najbardziej rozpowszechniona opinia, że dla określenia chwili zgonu wystarczy ustanie pracy serca. Dzisiaj mówi się o zgonie jako śmierci mózgu, przy czym wymagana jest nie tyle „śmierć kory mózgowej”, ile „śmierć całego mózgu”, wtedy dopiero możemy mówić o śmierci człowieka . Faktem medycznie stwierdzonym jest bowiem to, że po obumarciu kory mózgowej mózg pierwotny (wraz z rdzeniem) może dalej funkcjonować. Oznacza to, że po śmierci kory mózgowej możliwe jest oddychanie. Umieranie pierwotniejszych części mózgu odbywa się zatem wolniej i może trwać wiele godzin.   Proces umierania przebiega najczęściej wolniej u młodej osoby, natomiast u starszej szybciej . Dozwolone jest zatem udzielenie sakramentu tuż po ustaniu pracy serca, czyli do dwóch, a nawet trzech godzin po tym fakcie. Istnieje bowiem wątpliwość, że mimo diagnozy lekarskiej stwierdzającej zgon, mózg jeszcze funkcjonuje i dzięki temu umierający może świadomie przyjąć udzielany mu sakrament. Bywało też i tak, że lekarz szybko stwierdził zgon, a człowiek za chwilę ożył. Jeśli natomiast ktoś zmarłby nagle, w młodym wieku, to udzielenie sakramentu może się odbyć nawet w czasie późniejszym od momentu uznanego za moment śmierci (nawet do 4 godzin).  Dotychczas stosowana była praktyka, iż kapłan udzielał warunkowego namaszczenia chorych nawet do kilku godzin po zgonie klinicznym. Potwierdza to także Instrukcja Konferencji Episkopatu Polski z 14 grudnia 1979 roku wydana z okazji nowej księgi liturgicznej sakramentu chorych,  w której informuje się o tym, że wolno udzielić namaszczenia warunkowo wkrótce po zgonie. Wiele argumentów przemawia za tym, by dalej obecną praktykę zachowywać. Stosowane przez medycynę zabiegi reanimacyjne po zgonie klinicznym dowodzą, że człowiek żyje jeszcze wtedy prawdziwie przez jakiś czas i jest zdolny do spełnienia aktów psychicznych (rozumu i woli),  a niekiedy do odbierania wrażeń zmysłowych, szczególnie słuchowych. Wynika z tego duże prawdopodobieństwo, że człowiek zdolny jest wtedy do spotkania z Chrystusem za pośrednictwem sakramentalnego znaku, chociaż tylko jakąś nitką świadomości łączy się ze światem. 

 

Skoro sakramenty są dla ludzi i dla ich pożytku zbawiennego, dlatego nie należy w tak krytycznej sytuacji odmawiać możliwości ich przyjęcia. Zawsze jednak zostawia się tę sytuację roztropnemu osądowi kapłana, przy czym można podać zasadę: wolno udzielić warunkowo namaszczenia chorych po zgonie klinicznym tak długo, jak nie ma moralnej pewności, że nastąpiła już pełna i nieodwracalna śmierć (jej objawem może być znaczny spadek temperatury ciała, jak i symptomy rozkładu).   

 

 

 

3. Komu nie należy udzielać sakramentu namaszczenia chorych 

 

 

 

Prawo kościelne określa w sposób wyraźny osoby, którym należy odmówić udzielenia tego sakramentu. Sakrament chorych, jak wiadomo, może być ważnie przyjęty tylko przez osoby, które zostały ochrzczone. Kto nie jest ochrzczony, sakramentu namaszczenia nie może otrzymać. Namaszczenie nie może być także udzielone tym, którzy nie mają używania rozumu.   

 

Nie udziela się sakramentu chorych osobom, które utraciły przytomność, a które nie wykazywały kiedykolwiek pozytywnych dowodów przyjęcia pomocy, jaką daje Kościół. Zdarzają się jednak takie przypadki, gdy choroba trwa dość długo. Chory niejednokrotnie miał okazję do przyjęcia namaszczenia jak i również innych sakramentów, jednak z uporem odmawiał pojednania z Bogiem (np. będąc w szpitalu). Gdy pojawiło się pogorszenie stanu zdrowia, albo utrata przytomności, rodzina zwraca się z prośbą do kapłana o udzielenie namaszczenia. Kapłan w takiej sytuacji powinien wyjaśnić rodzinie, że chory nie życzył sobie sakramentu. Ale gdyby rodzina zaświadczyła – kapłan zna tę osobę tylko ze szpitala – że przed chorobą ten człowiek co niedzielę chodził do Kościoła, modlił się, spowiadał się często, a więc był człowiekiem praktykującym, tylko okoliczności związane z chorobą spowodowały \jakąś blokadę psychiczną, to w takiej sytuacji należy udzielić sakramentu. 

 

Kodeksu prawa kanonicznego podkreśla, że nie można udzielić sakramentu namaszczenia chorych tym, którzy „uparcie trwają w jawnym grzechu ciężkim”. A więc sakramentu można odmówić tym chorym, którzy na pewno popełnili grzech ciężki i równocześnie jest pewne, że nie pokutują, nie wykazują żalu, lecz uparcie trwają w grzechu, nie chcą się spowiadać (ksiądz zna tę osobę z parafii, wie o niej dane środowisko, że nie przystępowała do sakramentów świętych, była wrogo nastawiona do Boga, do Kościoła). Jeśli jednak nie ma pewności co do zaistnienia choćby jednego  z podanych warunków, tzn. że wierny popełnił jawny grzech ciężki, bądź nie jest pewne, czy za niego nie pokutuje, to nie można mu odmówić udzielenia sakramentu namaszczenia, jeśli znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci z powodu starości albo choroby.  U osoby poważnie chorej niezwykle trudno w sposób moralnie pewny stwierdzić istnienie oporu, poza przypadkami świadomej i zdecydowanej odmowy przyjęcia namaszczenia. Trzeba zatem w każdym indywidualnym przypadku stwierdzić, czy ze strony osoby chorej nie było jakichkolwiek oznak pokuty.  Kościół do przyjęcia namaszczenia nie może nikogo zmuszać, a jedynie proponować posługę sakramentalną. Człowiek zawsze pozostaje osobą wolną, nawet w sytuacji niebezpiecznej dla jego zdrowia i nikomu nie wolno naruszać tej wolności, nawet w staraniu o jego zbawienie. 

 

Nigdy nie wolno udzielić sakramentu namaszczenia chorych z warunkiem dotyczącym dyspozycji podmiotu, np. o ile jest w stanie łaski uświęcającej, uzyskanej nawet przez akt żalu doskonałego. Jest to spowodowane tym, że jeśli uczyni się taki warunek, a dyspozycji aktualnie nie było, sakrament nie odżyje. Może bowiem człowiek na chwile odzyskać świadomość, wzbudzić żal za grzechy i sakrament staje się skuteczny.   

 

Kto nie chce otrzymać namaszczenia, ten sam siebie pozbawia łaski sakramentalnej wskutek uporczywego trwania w grzechu ciężkim, bez braku żalu oraz woli poprawy. Może się zdarzyć taki przypadek, w którym chory bądź starszy wiekiem, będąc w pełni świadomym, mogącym bez trudu mówić, mając na sumieniu grzechy ciężkie, pragnie się z Bogiem pojednać, żałuje za grzechy  i pragnie rozgrzeszenia, ale jest uprzedzony do spowiedzi, nie uznaje jej za nieodzowną i spowiadać się nie będzie. W takim przypadku, jeśli pomimo prób wytłumaczenia, że jest to nieodzowny środek pojednania z Bogiem ustanowiony przez Jezusa Chrystusa, chory mimo wszystko nadal nie będzie chciał się wyspowiadać, to niestety nie można mu udzielić żadnego sakramentu, tak długo, jak długo będzie miał na tyle sił, że gdyby zechciał, mógłby się wyspowiadać. Często lekkomyślna łatwość udzielania sakramentalnego namaszczenia nieprzytomnym chorym, którzy dłużej chorowali i nie wyrażali chęci otrzymania sakramentu, okazuje się antywychowawcza. 

 

Sakrament namaszczenia nie jest także przeznaczony dla osób zdrowych, którym zagraża niebezpieczeństwo utraty życia (np. skazani na karę śmierci, żołnierze udający się na bitwie, udający się w podróż kosmiczną, przed wspinaczką wysokogórską, w razie wybuchu wojny, przed porodem – gdyby w czasie porodu zaistniało niebezpieczeństwo śmierci, można udzielić, natomiast sam poród nie jest chorobą). 

 

 Odmawia się udzielenia sakramentu namaszczenia chorych osobom, co do których mamy już pewność, że nastąpiła pewna nieodwracalna śmierć, ponieważ wszystkie sakramenty są nośnikami łaski Bożej dla ludzi żywych, stąd udzielenie namaszczenia zmarłym jest po prostu nieskuteczne i bezowocne. A więc w przypadku, kiedy ktoś zmarł (na przykład w nocy)  i kapłan zostaje poproszony na drugi dzień (a więc wiele godzin po zgonie), bo rodzina przypomniała sobie o księdzu, to należy udać się do zmarłego, jednak nie należy udzielać sakramentu. Ale ksiądz nie może powiedzieć, że nie ma sensu iść, bo i tak sakramentu nie udzieli. Należy bez wahania pójść, po to aby wspólnie z jego najbliższymi pomodlić się za zmarłego . W ten sposób rodzinie łatwiej będzie zrozumieć, że Bóg może zbawić także poza sakramentem, z racji wiary chorego, który nie odrzucał sakramentu, a tylko nie zdążył świadomie, czynnie i w pełni go przyjąć. 

 

W przypadku publicznych grzeszników, np. konkubinariuszy, którzy spełniali pewne praktyki religijne, jak chociażby udział w niedzielnej Mszy św.,  jeśli nagle umierają, można im udzielić sakramentu namaszczenia chorych, ponieważ można przypuszczać, że mają wolę przyjęcia tego sakramentu, by umrzeć po chrześcijańsku, skoro w części po chrześcijańsku żyli.  Niekatolikom ochrzczonym można także udzielić namaszczenia, ale tylko w przypadku, jeśli dobrowolnie proszą o jego udzielenie i są odpowiednio do tego przygotowani. To samo dotyczy innych wspólnot eklezjalnych, które zdaniem Stolicy Apostolskiej są w takiej samej sytuacji, jak Kościoły wschodnie. Gdy natomiast o udzielenie sakramentu namaszczenia proszą wierni Kościołów protestanckich, mogą go otrzymać, ale muszą zaistnieć pewne okoliczności: dany chrześcijanin musi znajdować się w niebezpieczeństwie śmierci lub naglącej konieczności uznanej przez biskupa diecezjalnego albo Konferencję Biskupów; nie ma dostępu do kapłana własnego wyznania; dobrowolnie prosi o sakrament namaszczenia chorych kapłana katolickiego i wyraża katolicką wiarę w sakramenty.   

 

Należy jeszcze pamiętać o dwóch istotnych sprawach. Po pierwsze: Kanon 1003 Kodeksu prawa kanonicznego zezwala, aby każdy kapłan nosił ze sobą poświęcony olej, aby w przypadku konieczności mógł udzielić choremu sakramentu namaszczenia. Zwłaszcza księża posługujący się samochodami powinni mieć przy sobie olej chorych. W przypadku konieczności kanon 999 Kodeksu prawa kanonicznego zezwala kapłanowi, by poświęcił olej podczas samego obrzędu sprawowania sakramentu namaszczenia. Po drugie, władzą otrzymaną od Stolicy Apostolskiej kapłan, po sakramentalnym rozgrzeszeniu lub po akcie pokuty, może udzielić choremu odpustu zupełnego na godzinę śmierci.    

 

Namaszczenie chorych i modlitwy Kościoła pomagają cierpiącym  w odkryciu istotnej prawdy, że ostateczny sens ludzkiej egzystencji sięga poza życie doczesne. Ponadto wierne wypełnianie przez chrześcijan wszystkich zobowiązań płynących z sakramentu namaszczenia chorych staje się zaczynem ewangelicznym, który sprawia, że w Kościele i w świecie uobecnia się wspólnota jedności, miłości i pokoju. Wszystko zatem, co istotne w życiu człowieka i co nadaje mu prawdziwego wymiaru i znaczenia, można odnaleźć we właściwie odkrytym i owocnie przeżywanym sakramencie namaszczenia chorych.